Indyjski wegański gulasz, czyli dal z kalafiora

Oto pierwsze na blogu danie z gotowego przepisu! Dal to potrawa popularna w Indiach i na Sri Lance. Przepis na dal z kalafiora odkryła jakiś czas temu na niezrównanej Jadłonomii moja koleżanka z pracy. Od tamtej pory dal pojawia się u nas w biurze regularnie, u kolejnych osób. Po prostu – zrobił furorę. Trudno się dziwić, bo jest to potrawa idealna – równie pyszna i aromatyczna, co prosta i szybka, a do tego składa się z ogólnodostępnych składników i powstaje zawsze w rodzinnej ilości. Z gulaszem łączy ją fakt bycia potrawą jednogarnkową, a z kolei z bigosem to, że wraz z upływem kolejnych dni tylko nabiera smaku :)) Oryginalny przepis z Jadłonomii znajdziecie tutaj, a ja referuję go poniżej uwzględniając różne drobne, moje osobiste modyfikacje.

Przygotowanie dalu zajmuje ok. pół godziny. No, za pierwszym razem może troszkę więcej ;). Składniki na ok. 4 spore porcje to:

  • 1 i 1/4 szklanki czerwonej soczewicy (zieloną trzeba dużo dłużej gotować, ma też intensywniejszy soczewicowy smak, co wpływa na ogólny smak dania; ale zdarzyło nam się jej używać, choć to pewnie herezja ;P)
  • 2 szklanki wody
  • sól
  • 1 spora cebula
  • 1 mały kalafior lub pół dużego (ok. 500 g)
  • 2 duże pomidory malinowe
  • pół puszki (200 ml) mleczka kokosowego albo mniej (z naszego „pracowego” doświadczenia wynika, że można je ewentualnie pominąć, jeśli ktoś nie przepada albo nie ma na stanie)
  • olej rzepakowy do smażenia (ok. 3 łyżki)
  • natka pietruszki lub mięta lub kolendra do dekoracji

Oryginalnie podany w przepisie zestaw przypraw to:

  • 1 łyżeczka kuminu, mielonego
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki ziaren kolendry, mielonej
  • 1/4 łyżeczki kuminu, całego
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • szczypta chili

A mój zestaw (to zazwyczaj mam w domu; za kolendrą nie przepadam; lubię intensywne smaki) to:

  • 2 łyżeczki curry
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • min 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki chilli

Kolej rzeczy:

1. Zaczynamy od dwu-trzykrotnego przepłukania soczewicy zimną wodą (dzięki temu nie pieni się podczas gotowania): soczewicę wsypujemy do (dużego) garnka, zalewamy zimną wodą, chwilę mieszamy i odlewamy wodę (można z użyciem drobnego sitka) – i tak trzy razy.

2. Po ostatnim odcedzeniu zalewamy soczewicę odmierzonymi dwoma szklankami wody i gotujemy przez ok. 10-15 minut, aż wchłonie wodę i będzie miękka (u mnie zwykle: aż się rozgotuje, ale to zupełnie nie przeszkadza). Duży garnek jest ważny, bo finalnie w nim kończy całe danie.

W czasie, gdy gotuje się soczewica, mamy dwie drogi: albo najpierw wszystko sobie siekamy/kroimy i potem tylko co 2-3 minuty dorzucamy kolejne składniki na patelnię (jak w oryginale), albo robimy tak jak poniżej – mi smakuje równie bardzo (może nie dostrzegam jakichś niuansów?), a jakoś bardziej mi podchodzi taki rytm. Oryginalna kolejność dodawania składników zachowana.

3. Siekamy cebulę i wrzucamy na dużą patelnię na rozgrzany olej, od razu dosypujemy wszystkie przyprawy i smażymy wszystko na średnim ogniu przez kilka minut. Ja smażę po prostu do momentu, aż uda mi się…

4. …posiekać w miarę drobno kalafiora* ;). Trzy łyżki kalafiorowej „kaszy” odkładamy do miseczki – będzie do ozdoby. Posiekany kalafior dorzucamy na patelnię i smażymy kilka minut z cebulą i przyprawami. Ja robię tę część pod przykryciem, żeby kalafior trochę „zaparował”.

5. W czasie, gdy smaży się kalafior, kroimy pomidory na dość duże kawałki. Po kilku minutach dodajemy je na patelnię. Dusimy wszystko przez 3-4 minuty.

6. Całą zawartość patelni przekładamy do garnka z soczewicą, mieszamy, dolewamy mleczko kokosowe i gotujemy jeszcze kilka minut. W międzyczasie próbujemy i (zazwyczaj) dodajemy soli oraz ja zwykle dodaję jeszcze odrobinę cynamonu i curry, bo mi mało ;).

Dal podajemy w miseczkach, udekorowany natką pietruszki lub miętą lub kolendrą i odłożoną wcześniej „kaszką” z posiekanego kalafiora. Ja zwykle nie pamiętam, żeby trochę kalafiora odłożyć, więc zostaje mi samo „zielone” ;).

Dal, w zależności od niuansów takich jak wielkość kalafiora albo ilość wody w pomidorach, może wyjść trochę bardziej lub trochę mniej rzadki. Na konsystencję możemy wpłynąć dodając trochę mniej lub trochę więcej mleczka kokosowego. Nie należy z kolei za bardzo wpływać poprzez dłuższe gotowanie/odparowywanie, bo dłuższa obróbka termiczna spłyca smak.

Z pełnym przekonaniem i spokojem życzę smacznego :))

*Na koniec mała-wielka opowieść o kalafiorze. Zgodnie z oryginalnym przepisem należy go zetrzeć na tarce. Każda z nas (koleżanek z pracy) za pierwszym razem tak zrobiła. A potem już wyłącznie siekałyśmy kalafior nożem albo wręcz w malakserze. Tak jakoś. Bez wzajemnej konsultacji. Może ma z tym coś wspólnego fakt, że po tym pierwszym razie każda z nas przez kilka dni wybierała drobinki kalafiora spod szafek i ze wszystkich naczyń, które wtedy akurat stały na wierzchu. Tak, coś w tym może być.

;P

 

Reklamy

Jedna myśl na temat “Indyjski wegański gulasz, czyli dal z kalafiora

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s